Umierała wewnętrznie.
Nie była do końca pewna, czy to właśnie pogrzeb wywołał w niej
tak silne uczucie rozdrażnienia i żalu. Wiedziała, że powinna
milczeć, dusić w zarodku swoje myśli i uczucia. Sam fakt, że
pojawił się ponownie w życiu, zepsuło jej krew. Po raz kolejny to
robił. Wywracał do góry nogami cały misterny plan, który
stworzyła w głowie. Przyszłość stanęła pod słynnym znakiem
zapytania. Ileż mogła się męczyć? Po długim okresie wegetacji
pozwolili sobie ruszyć dalej. Wyszła za mąż, a on miał
narzeczoną. Więc dlaczego ciągnęło ich do siebie coraz bardziej?
Czym zawinili, że skazali się na obsesję? Dlaczego ranili tym
swoich bliskich?
„Cholera!”, pomyślała gorzko. Zdusiła w sobie jęk bezradności
na jego widok. Zbliżał się nieubłaganie, niczym wyczekiwana przez
wszystkich burza, która widniała na niebie w oddali. Stąpał
powoli, rozważnie i cicho. W jasnych włosach tańczyły rudawe
refleksy, a czarne okulary widniały na nosie. Czarny garnitur leżał
na nim zbyt idealnie, a zmarszczki materiału nie pojawiły się ani
razu. Wypatrywała w nim niedoskonałości, o których tak wszyscy
wspominali. „Nie jest dla ciebie”, „Jest niebezpieczny” i „Za
stary”. A przede wszystkim mówili: „Ma narzeczoną, nie wypada
wdawać się w romans z zajętym facetem”. Czy to było źle, że
jedyne co w nim widziała, to wolnego ducha, który zabłądził w
alejkach między światami?
Wierzyła swojej hipotezie. Wiedziała, że pogubił się w tym
wszystkim równie mocno, co ona sama. Żadne z nich nie było pewne
tego, czego tak naprawdę chcieli od życia. Rodziny? Miłości?
Awansu? Patrząc na zaistniałą sytuację pod kątem przeszłości,
nie powinni się do siebie zbliżać. Krew już zdobiła ich dłonie,
pocałunki wciąż widniały na ustach, a skóra drżała na dotyk i
wibrację głosu. Byli uzależnieni. Nałogowcami, którzy nie mogli
od siebie odejść.
Grace nie mogła zliczyć, ile nocy spędziła przy boku
ukochanego, myśląc o błękitnych oczach, szelmowskim uśmiechu i
brytyjskim akcencie. Wspominała szorstkie opuszki palców, twarde
mięśnie i kłujący zarost na piersiach. Usta, które drażniły
ją zaciekle, jakby z pasją, i skóra, która nacierała na wrażliwe
miejsca.
Rozchyliła spierzchnięte usta i drżąco wypuściła gorące
powietrze. Oblizała wargi i zacisnęła zęby, kiedy zdała sobie
sprawę z tego, że starła arbuzową pomadkę z ust. W tym momencie
ciało męża zdawało się kompletnie jej nie pasować. Jego ciepłe
dłonie ciążyły na biodrach, a oddech męczył skórę. Woda
kolońska i jej perfumy unosiły się między nimi; zapachy jaśminu
i białego piżma były intensywne, jednak to te należące do
mężczyzny były ciężkie i niemalże duszące. Poczuła, jak
gorąco wspięło się jej po szyi i zatrzymało na rumianych
policzkach.
Patrzył na nią. Nagle ciemne oprawki błysnęły odbitym światłem;
zsunęły się z nosa i utkwiły między palcami. Brwi miał
uniesione, a oczy zmrużone. Przewiercał jej duszę spojrzeniem tak,
jak to robił na studiach, niecałe dwa lata temu.
Odwróciła wzrok i przełknęła z trudem ślinę. Niewidzialna gula
żalu stanęła jej w gardle, kiedy ludzie opuszczali trumnę na
linach. Odeszła. Jedyna osoba, która pokładała w niej wiarę na
spore osiągnięcia i pomagała zrozumieć jakiś głębszy sens
życia, po prostu odeszła. Zostawiła ją samą. Całkowicie skazaną
na własną intuicję.
I na niego.
Czym były jej dwadzieścia sześć lat doświadczenia życiowego,
które spędziła w miasteczku, w porównaniu z jego trzydziestoma
ośmioma w słynnym mieście, jakim był Nowy Orlean? Ich różnica
wiekowa należała do tej kategorii, na której widok miało ochotę
zwrócić się śniadanie. Dwanaście lat różnicy widniało na
papierze jasno i wyraźnie, każdy to wiedział i widział. Ale czy w
takim razie nie było to dziwne, że rozumieli się zbyt dobrze?
Jakby wcale nie dzieliła ich żadna różnica wiekowa? Jakby nic ich
nie dzieliło?
Dosłownie nic.
━━ Przykro mi z powodu twojej straty.
Smutny uśmiech zagościł na ustach Joyce, kiedy chwyciła za
dłonie Grace i poklepała ich wierzch pokrzepiająco.
━━ To musi być strasznie ciężkie dla ciebie. Pamiętam twoją mamę,
była cudowną osobą. Pamiętam jej słynny jagodowy sernik. Byłam
jego olbrzymią fanką, tak jak twojej mamy. Miałyśmy się umówić
na lekcje pieczenia ciast, bo wiesz, że jestem beznadziejna, ale...
━━ Wystarczy, kochana ━━ westchnął ciężko stojący obok niej
mężczyzna.
Grace wymusiła na sobie uśmiech i przytaknęła, dziękując za
ciepłe słowa. Nie ukrywała jednak tego, że czuła się źle z
tym, co robiła. Joy nie zasługiwała na złamane serce. Nie
zasługiwała na cierpienie z jej strony, a tym bardziej ze strony Trevora. Kim oni byli, aby ranić innych? Chociaż czy mogli się tak
karać, kiedy znali swoje uczucia? Chcieli czegoś więcej, chociaż
ich związek był niefortunnym wypadkiem przy pracy.
━━ Nic nie szkodzi ━━ burknął Willard. Zacisnął mocniej ramię
wokół talii żony i złożył ciepły pocałunek na jej jasnych
włosach. Gallagher czuł pod palcami jak ciało kobiety, którą
kocha, drży. ━━ Właśnie się zbieramy. Dziękujemy, że
przyszliście upamiętnić Sam. Doceniamy to.
━━ Sam była wspaniałą osobą. Musieliśmy przyjść. Dla niej. I
dla jej córki.
Grace podniosła z ziemi wzrok i natknęła się na burzliwy
błękit, który tak kochała, i który to szalał w tęczówkach Trevora. Jego szorstka dłoń przesunęła się wzdłuż jej ręki,
muskając opuszkami zgięcie łokcia. Usta dotknęły rumianego
policzka, a włoski na brodzie delikatnie ukłuły skórę. Odsunął
się z gracją do tyłu i uśmiechnął tajemniczo. Drobne dołeczki
po raz kolejny pojawiły się obok kształtnych ust.
━━ To jeszcze nie koniec, Grace. To dopiero początek.
Pamiętam Cię jeszcze z kilku innych blogów i z chęcią weszłam na ten, gdy tylko zobaczyłam, że jest o Klaroline :D Widać, że dojrzałaś, bo ten tekst jest niesamowity i cudownie się go czyta, więc liczę na to, że będziesz kontynuować to opowiadania, bo zapowiada się nieziemsko! Pozdrawiam i życzę Ci dużo, dużo weny! <3
OdpowiedzUsuńMuszę to napisać, ten blog ma tak niesamowity klimat i tajemniczość, że nie sposób się oderwać. Pamiętam doskonale twoje początki i naprawdę cieszę się, że nie porzuciłaś pisania, ponieważ wyraźnie wydać, że doszlifowałaś styl. Muszę nadrobić twoje dwa pozostałe blogi, ale mam nadzieję, że dokończysz swoje pomysły. Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuń