Archiwum

Statystka

Informacje

CYTAT: Wisława Szymborska.
BETA: Hakurenio.
GATUNEK: Dramat, Romans
SZATA GRAFICZNA: pochodzi stąd. Dziękuję!

Jeszcze aktualizuję bloga, ale jeżeli jesteście zainteresowani przeczytaniem tego badziewia, to będzie mi miło za obserwację. Komentarze również mile widziane, zwłaszcza te z konstruktywną krytyką. Wszystkie informacje o kredytach zostały podane w stópce na dole szablonu.
Umierała wewnętrznie.
Nie była do końca pewna, czy to właśnie pogrzeb wywołał w niej tak silne uczucie rozdrażnienia i żalu. Wiedziała, że powinna milczeć, dusić w zarodku swoje myśli i uczucia. Sam fakt, że pojawił się ponownie w życiu, zepsuło jej krew. Po raz kolejny to robił. Wywracał do góry nogami cały misterny plan, który stworzyła w głowie. Przyszłość stanęła pod słynnym znakiem zapytania. Ileż mogła się męczyć? Po długim okresie wegetacji pozwolili sobie ruszyć dalej. Wyszła za mąż, a on miał narzeczoną. Więc dlaczego ciągnęło ich do siebie coraz bardziej? Czym zawinili, że skazali się na obsesję? Dlaczego ranili tym swoich bliskich?
„Cholera!”, pomyślała gorzko. Zdusiła w sobie jęk bezradności na jego widok. Zbliżał się nieubłaganie, niczym wyczekiwana przez wszystkich burza, która widniała na niebie w oddali. Stąpał powoli, rozważnie i cicho. W jasnych włosach tańczyły rudawe refleksy, a czarne okulary widniały na nosie. Czarny garnitur leżał na nim zbyt idealnie, a zmarszczki materiału nie pojawiły się ani razu. Wypatrywała w nim niedoskonałości, o których tak wszyscy wspominali. „Nie jest dla ciebie”, „Jest niebezpieczny” i „Za stary”. A przede wszystkim mówili: „Ma narzeczoną, nie wypada wdawać się w romans z zajętym facetem”. Czy to było źle, że jedyne co w nim widziała, to wolnego ducha, który zabłądził w alejkach między światami?
Wierzyła swojej hipotezie. Wiedziała, że pogubił się w tym wszystkim równie mocno, co ona sama. Żadne z nich nie było pewne tego, czego tak naprawdę chcieli od życia. Rodziny? Miłości? Awansu? Patrząc na zaistniałą sytuację pod kątem przeszłości, nie powinni się do siebie zbliżać. Krew już zdobiła ich dłonie, pocałunki wciąż widniały na ustach, a skóra drżała na dotyk i wibrację głosu. Byli uzależnieni. Nałogowcami, którzy nie mogli od siebie odejść.
Grace nie mogła zliczyć, ile nocy spędziła przy boku ukochanego, myśląc o błękitnych oczach, szelmowskim uśmiechu i brytyjskim akcencie. Wspominała szorstkie opuszki palców, twarde mięśnie i kłujący zarost na piersiach. Usta, które drażniły ją zaciekle, jakby z pasją, i skóra, która nacierała na wrażliwe miejsca.
Rozchyliła spierzchnięte usta i drżąco wypuściła gorące powietrze. Oblizała wargi i zacisnęła zęby, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że starła arbuzową pomadkę z ust. W tym momencie ciało męża zdawało się kompletnie jej nie pasować. Jego ciepłe dłonie ciążyły na biodrach, a oddech męczył skórę. Woda kolońska i jej perfumy unosiły się między nimi; zapachy jaśminu i białego piżma były intensywne, jednak to te należące do mężczyzny były ciężkie i niemalże duszące. Poczuła, jak gorąco wspięło się jej po szyi i zatrzymało na rumianych policzkach.
Patrzył na nią. Nagle ciemne oprawki błysnęły odbitym światłem; zsunęły się z nosa i utkwiły między palcami. Brwi miał uniesione, a oczy zmrużone. Przewiercał jej duszę spojrzeniem tak, jak to robił na studiach, niecałe dwa lata temu.
Odwróciła wzrok i przełknęła z trudem ślinę. Niewidzialna gula żalu stanęła jej w gardle, kiedy ludzie opuszczali trumnę na linach. Odeszła. Jedyna osoba, która pokładała w niej wiarę na spore osiągnięcia i pomagała zrozumieć jakiś głębszy sens życia, po prostu odeszła. Zostawiła ją samą. Całkowicie skazaną na własną intuicję.
I na niego.
Czym były jej dwadzieścia sześć lat doświadczenia życiowego, które spędziła w miasteczku, w porównaniu z jego trzydziestoma ośmioma w słynnym mieście, jakim był Nowy Orlean? Ich różnica wiekowa należała do tej kategorii, na której widok miało ochotę zwrócić się śniadanie. Dwanaście lat różnicy widniało na papierze jasno i wyraźnie, każdy to wiedział i widział. Ale czy w takim razie nie było to dziwne, że rozumieli się zbyt dobrze? Jakby wcale nie dzieliła ich żadna różnica wiekowa? Jakby nic ich nie dzieliło?
Dosłownie nic.
━━ Przykro mi z powodu twojej straty.
Smutny uśmiech zagościł na ustach Joyce, kiedy chwyciła za dłonie Grace i poklepała ich wierzch pokrzepiająco.
━━ To musi być strasznie ciężkie dla ciebie. Pamiętam twoją mamę, była cudowną osobą. Pamiętam jej słynny jagodowy sernik. Byłam jego olbrzymią fanką, tak jak twojej mamy. Miałyśmy się umówić na lekcje pieczenia ciast, bo wiesz, że jestem beznadziejna, ale...
━━ Wystarczy, kochana ━━ westchnął ciężko stojący obok niej mężczyzna.
Grace wymusiła na sobie uśmiech i przytaknęła, dziękując za ciepłe słowa. Nie ukrywała jednak tego, że czuła się źle z tym, co robiła. Joy nie zasługiwała na złamane serce. Nie zasługiwała na cierpienie z jej strony, a tym bardziej ze strony Trevora. Kim oni byli, aby ranić innych? Chociaż czy mogli się tak karać, kiedy znali swoje uczucia? Chcieli czegoś więcej, chociaż ich związek był niefortunnym wypadkiem przy pracy.
━━ Nic nie szkodzi ━━ burknął Willard. Zacisnął mocniej ramię wokół talii żony i złożył ciepły pocałunek na jej jasnych włosach. Gallagher czuł pod palcami jak ciało kobiety, którą kocha, drży. ━━ Właśnie się zbieramy. Dziękujemy, że przyszliście upamiętnić Sam. Doceniamy to.
━━  Sam była wspaniałą osobą. Musieliśmy przyjść. Dla niej. I dla jej córki.
Grace podniosła z ziemi wzrok i natknęła się na burzliwy błękit, który tak kochała, i który to szalał w tęczówkach Trevora. Jego szorstka dłoń przesunęła się wzdłuż jej ręki, muskając opuszkami zgięcie łokcia. Usta dotknęły rumianego policzka, a włoski na brodzie delikatnie ukłuły skórę. Odsunął się z gracją do tyłu i uśmiechnął tajemniczo. Drobne dołeczki po raz kolejny pojawiły się obok kształtnych ust.
━━ To jeszcze nie koniec, Grace. To dopiero początek.
© Design by Agata for WS. Scroller, pattern.